poniedziałek, 20 czerwca 2016

Grrr, grrr, grrr

Przeczytałam ostatnio "Detektywa Diamonda i tajemnicę zamnkniętego pokoju" (i kilka innych rzeczy, ale o tym będzie post zbiorczy, jak skończę aktualnie obrabiane). Sama książka sympatyczna i mogłabym ją polecić, gdyby nie jedna sprawa...


Nad książką pracowali: tłumacz, redaktorka stylistyczna i dwie korektorki. W sumie cztery osoby. Nad kryminałem, w serii kryminałów - nie jednym jedynym, który ukazał się w wydawnictwie. Można byłoby sądzić, że będą mieli, niewymagającą przecież wielkich wtajemniczeń, wiedzę, że P.D. James i Val McDermid to kobiety. Ale jednak nie, nie wiedzieli. Jakieś drobniejsze wpadki też się zdarzały, ale OK, przeżyję, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - jednak tamto było już zdecydowaną przesadą. 

Manul
Manul też potępia.


No cóż, pozostaje się cieszyć, że chociaż Agacie Christie pozwolili zachować płeć... 

3 komentarze:

  1. Cóż, ja bodajże w "Belcanto" Ann Patchett natrafiłam na "nagrania Schwarzkopfa i Sutherlanda", a w tłumaczonych z hiszpańskiego rozważaniach różańcowych - nawiedzenie świętej Izabeli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak to nie były rozważania różańcowe, tylko "Przewodnik dla tych, którzy nie lubią się modlić" niejakiego Francisco Luny. Co nie zmienia faktu, że tłumacz, biorąc się za tego rodzaju pozycję, powinien się orientować w tematyce...

      Usuń
  2. Niestety często się to zdrarza nadal. Przydałaby się, oprócz zwykłej, także korekta merytoryczna.

    OdpowiedzUsuń