wtorek, 20 września 2016

Blogosfera a wznowienia

Wznowienia jako takie są dobre. Jasne, są bardziej i mniej udane, bardziej i mniej potrzebne, ale jako idea - bardzo dobre. Na wznowienia kilku bardzo ciężko dostępnych książek, które z drugiej ręki kosztują absurdalne sumy, czekam z wielką niecierpliwością, choć nie wiem, czy się doczekam. Tutaj chyba nie ma nad czym dyskutować. Czasem jednak wkurza mnie to, co w związku z kwestią wznowień widzę w książkowej blogosferze.

Otóż dla wielu blogerów/blogerek książki niewznowione nie istnieją - i nie chodzi mi o te rzadkie pozycje wspomniane chwilę wcześniej. Jakiś czas temu czytałam zachwyty z powodu nowych wydań tytułów takich jak "Przeminęło z wiatrem" czy "Wichrowe Wzgórza", utrzymane w tonie "Nie czytałam/em jeszcze tej ksiażki i bardzo się cieszę, bo w końcu będę  miał/a okazję" - bo do tej pory, jak rozumiem, nie było tych książek w bibliotekach, nie można było kupić ich za grosze w antykwariatach, nie zalegały w biblioteczkach krewnych i znajomych... 

Poza tym - wznowienie jest traktowane jako nowość. Wystarczy spojrzeć na wpisy przedstawiające zapowiedzi na kolejny miesiąc - na palcach jednej ręki można policzyć takie, gdzie nowości i zapowiedzi są rozdzielone. I nie dotyczy to tylko książek mniej znanych - tutaj jestem w stanie to zrozumieć, nie ma obowiązku kojarzyć wszystkiego, co się ukazało w przeszłości - ale też oczywistej klasyki. Z drugiej strony - jeżeli szuka się książek dla siebie, przegląda katalogi (czy półki, zależy jakie gdzie panują zwyczaje) bibliotek, oferty księgarni i antykwariatów itp. - tych tytułów zaczyna się kojarzyć całkiem sporo.

I to prowadzi do kolejnego problemu, na który już wiele razy narzekałam, więc kto ma dość, może opuścić ten akapit - zbyt wielu blogerów nie szuka książek, a czyta to, co dostanie. Brakuje jakiejś takiej... ciekawości, chęci samodzielnego dokonywania odkryć literackich. Blogi w coraz mniejszym stopniu są zapisem osobistego gustu i osobistej przygody czytelniczej. Robią się z nich albo miniportale o nowościach literackich (i to jest ta lepsza wersja!), albo, niestety, słupy ogłoszeniowe wydawnictw.

14 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą. Mnie irytuje jeszcze, kiedy bloger obwieszcza, że wkrótce będzie „premiera” książki, która przecież od wielu lat istnieje na polskim rynku, tyle że wydana przez inne wydawnictwo. Blogerzy nie rozumieją, co to jest premiera. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam ale rzeczywiście masz rację. Trochę to smutne trochę przerażające.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż, darowanemu koniowi... Też właśnie jakiś czas temu podobne refleksje mnie naszły. Masz rację. Blogerzy idą na łatwiznę - po co szukać starych tytyłów, czy wydawać pieniądze na książki, skoro i tak dostanę za darmo? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutne, to tylko świadczy o tym po co niektórzy piszą. Nie z przyjemności, a z chęci zysku i darmowych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy czym nie chciałabym, żeby zrobiła się tu nagonka na osoby, które współpracują z wydawnictwami. Samo to, że ktoś czasem zrecenzuje ksiażkę, którą dostał, nie jest zjawiskiem negatywnym, byle w granicach rozsądku. Nie widzę problemu w tym, że ktoś łączy swoje osobiste poszukiwania z książkami, które dostaje (byle oceniał je uczciwie). Raczej chodzi mi tu o inne zjawiska - brak orientacji w nie-nowościach, niezauważanie ich, brak czytelniczej ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dla mnie to bardzo powierzchowne spojrzenie. Wznowienia własnie po to są - bo odświeżyć dany tytuł w pamięci tych, co znają, i zyskać nowych czytelników. Co do blogosfery samej w sobie - mylnym i krzywdzącym jest twierdzenie, że to, co widać na blogu, to wszystko co dana osoba zna czy lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czasem przebija z notek, że dana osoba - i absolutnie nie odnosi się do wszystkich blogerów, to chyba oczywiste - poza tymi wypromowanymi nowościami, czy je dostaje, czy kupuje, przeczytała i czyta niewiele. Chodzi mi głownie o taką sytuację.

      Usuń
    2. To też nie jest takie proste. Jeśli ktoś chce całą swoją uwagę poświęcić blogowi, to recenzuje wszystko, co czyta. Niektórzy tak się w tym zapominają, że stają się swego rodzaju maszynami, odbierającymi kolejne przesyłki i przerabiającymi je na notki blogowe. Czy to ograniczenie, trudno powiedzieć, może się to wydawać absurdalne, ale trudno mi to potępić. Są też przypadki, które równie dobrze moglyby recenzować ziemniaki czy buty, bo robią to z takim samym wglądem w istotę rzeczy - byle była darmowa. Może o nich Ci chodzi?
      Ze wznowieniami bywa jeszcze inny problem - wydawnictwa mają paskudny zwyczaj sami nazywać je premierami, na upomnienie odpowiadając "jest to premiera W NASZYM WYDAWNICTWIE". Na to już trudno coś poradzić.

      Usuń
    3. Tak, chodzi mi własnie o ten typ.

      Usuń
    4. A, no i nie mam do nikogo pretensji, że recenzuje wszystko, co czyta. Raczej o to, że czyta TYLKO to, co mu działy promocji wydawnictw podetkną pod nos.

      Usuń
  7. Jest wielu blogerów, którzy bardzo starannie dobierają lektury do recenzji, sama do nich należę i generalnie obracam się wśród ludzi, którzy działają podobnie. Dość powierzchownie potraktowałaś blogosferę.
    W październiku wychodzi WZNOWIENIE Wodnikowego Wzgórza - powieści genialnej, jednej z moich ulubionych. Nie napisałam jej recenzji, bo nie czułam się na siłach,a książkę uwielbiam. Mam stare, zniszczone wydanie, ale być może postaram się o nowe, co zmobilizuje mnie do powtórnej lektury i do zmierzenia się z nią na blogu. Myślę, że takich czytelników - blogerów jest więcej. To, że nie piszę o jakiejś książce, nie znaczy że jej nie znam czy nie czytałam, a fakt, że chcę mieć u siebie nowe jej wydanie nie oznacza, że rzucam się na wszystko, co mi zaproponują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie nie twierdziłam, że blogerów będących świadomymi, krytycznymi i poszukującymi czytelnikami nie ma wcale, zjawisko to może zresztą występować w różnym stopniu, nie jest to sprawa zerojedynkowa. Będę się jednak upierać, że pewna tendencja daje się zauważyć.

      Usuń
  8. A ja cię zaskoczę, w mojej bibliotece nie ma kilku ważnych klasyków (jak choćby właśnie Wichrowe wzgórza!), więc mnie takie wznowienia radują. Poza tym wiadomo, że lepiej czyta się książki w ładnych okładkach, a stare klasyki z reguły mają nieciekawe okładki, które nie przykuwają wzroku. Poza tym dzięki wznowieniom niektóre książki otrzymują drugie życie - jak choćby Obca wydana jakieś dwadzieścia lat temu, dzięki wznowieniu ludzie na nowo usłyszeli i zakochało się w tej pozycji. Więc to wcale nie jest taka zła idea ;) To od bloggera zależy, jak będzie prowadził swój blog i czy pozwoli, by nowości/wydawnictwa przejęły nad nim kontrolę. A nawet jeśli, ja wychodzę z założenia, że każdy powinien patrzeć na siebie. Po prostu nie wchodzę na blogi, które są dla mnie słupami z ogłoszeniem i nie mam problemu.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja wyraźnie napisałam w mojej notce, że wznowienie to jest BARDZO DOBRA idea. Raczej chodziło mi o nastawienie "W końcu MOŻNA przeczytać!", kiedy można było od wielu lat bez większego problemu - nawet, jeżeli wznowienie jest impulsem do sięgnięcia po nią. Po prostu - żeby widzieć wznowienie jako wznowienie. Ksiażki, które za pierwszym razem przeszły bez echa, a potem zostały sprawniej wypromowane to jeszcze inna sprawa, ale też chciałabym, żeby bardziej pamiętano o tym, że to nie nowości.

      Usuń