poniedziałek, 20 czerwca 2016

Grrr, grrr, grrr

Przeczytałam ostatnio "Detektywa Diamonda i tajemnicę zamnkniętego pokoju" (i kilka innych rzeczy, ale o tym będzie post zbiorczy, jak skończę aktualnie obrabiane). Sama książka sympatyczna i mogłabym ją polecić, gdyby nie jedna sprawa...


Nad książką pracowali: tłumacz, redaktorka stylistyczna i dwie korektorki. W sumie cztery osoby. Nad kryminałem, w serii kryminałów - nie jednym jedynym, który ukazał się w wydawnictwie. Można byłoby sądzić, że będą mieli, niewymagającą przecież wielkich wtajemniczeń, wiedzę, że P.D. James i Val McDermid to kobiety. Ale jednak nie, nie wiedzieli. Jakieś drobniejsze wpadki też się zdarzały, ale OK, przeżyję, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - jednak tamto było już zdecydowaną przesadą. 

Manul
Manul też potępia.


No cóż, pozostaje się cieszyć, że chociaż Agacie Christie pozwolili zachować płeć... 

czwartek, 16 czerwca 2016

Kilka muzycznych zapowiedzi

Kiedyś planowałam, ze będę takie posty robić regularnie, podobnie jak wpisy o nowościach książkowych - jakoś nie wyszło. Ale teraz bardzo czekam na kilka płyt - a więc mam bodziec, żeby tu o nich opowiedzieć. Niektóre już zasygnalizowałam, ale samymi piosenkami, teraz może dodam coś więcej.

Laura Mvula - The Dreaming Room


W sklepach już jutro! Na razie pojawiły się teledyski do trzech świetnych utworów. Mam nadzieję, że reszta im dorówna.







Przejdźmy w najbliższe mi jednak rockowe klimaty. Niebawem pojawią się płyty dwóch zespołów, które sporo łączy - obydwa pełnymi garściami czerpią z historii muzyki, obydwa też mają świetne, wyraziste wokalistki. W sierpniu Blues Pills wydaje swoją drugą płytę zatytułowaną "Lady In Gold" (w wersji limitowanej - z koncertowym DVD), a wcześniej, w połowie lipca, będzie można kupić nowy album nieco bardziej metalowego Castle - "Welcome to the Graveyard".




Utwory promujące oba krążki już umieszczałam na blogu, ale dobrej muzyki nigdy za wiele, więc posłuchajmy jeszcze raz:





Nieco starsi muzycy też wciąż mają się nieźle. 24 czerwca ukaże się nowe wydawnictwo Steve'a Hacketta.


Co prawda koncertowe, ale w końcu ostatnią płytę z premierowym materiałem (udaną zresztą) wydał w zeszłym roku. A na żywo brzmi świetnie, może nawet jeszcze lepiej:



Na tej trasie Hackettowi towarzyszył m.in. Roine Stolt (znany np. z The Flower Kings czy Transatlantic), który w ostatnim czasie współpracował też z Jonem Andersonem (ex-Yes). Ich wspólna płyta, "Invention of Knowledge", pojawi się także 24 czerwca.


Niestety próbki nowej muzyki są udzielane... dość oszczędnie, łagodnie mówiąc:





Ciąg dalszy nastąpi :) A Wy na co czekacie?

Obowiązkowa notka o zakładkach

Tak, na każdym blogu książkowym taki wpis prędzej czy później się pojawia, chyba że ktoś z założenia czyta tylko ebooki (ale wydaje mi się, że takich osób jest jeszcze niewiele). Wczoraj akurat dotarła do mnie paczuszka z Chin z pewnym uroczym drobiazgiem, więc postanowiłam się nim pochwalić, a przy okazji napisać też o moich innych zakładkach (choć ich nie zbieram, wręcz przeciwnie, gubię).


Zasadniczo jestem ze szkoły zakładania byle czym (najczęściej kartonikami po rajstopach :P ), a jak nic nie mam pod ręką, to kładę książkę grzbietem do góry, ale kiedy zobaczyłam tę słodką, lekko psychodeliczną sówkę, nie mogłam się powstrzymać. Miałam jeszcze jedną metalową zakładkę, z tych długich z wisiorkiem, ale kiedyś... po prostu zniknęła w ogrodzie. Nie wiem, jak to możliwe, że jej nie znalazłam mimo kilku wypraw poszukiwawczych. Tym bardziej szkoda, że dostałam ją w prezencie...

Jeżeli chodzi o klasyczne kartoniki, większość to reklamowe gratisy do książek, od sklepów albo wydawnictw. Mam nadzieję, że kiedyś w nieprzeczytane.pl (ten link to nie reklama, nic z tego nie mam, ale to fajny sklep, polecam) dołożą mi w końcu model z Grumpy Catem! Używam też miniaturowych samoprzylepnych karteczek z sówkami i kotkami.

wtorek, 14 czerwca 2016

Co robię, kiedy nie czytam 3

Ostatnio bawiłam się drutem pamięciowym, ale okazał się trochę za ciasny (muszę kupować 60 mm, nie 55), więc zrobiłam dużo pojedynczych bransoletek, nie jedną dużą spiralę:


poniedziałek, 13 czerwca 2016

Małe książkowe radości

Dawno, dawno temu pisałam o tym, co w książkach denerwujące. Teraz kolej na to, co lubię.
  • Zakładki-wstążeczki
Po pierwsze - wyglądają uroczo. Po drugie - są przymocowane na stałe, a ja potrafię zgubić WSZYSTKO. Naprawdę wszystko. Na przykład półlitrowy kubek herbaty.

  • Wydania typu omnibus

Nie znoszę dzielenia na tomy, więc, logicznie, uwielbiam łączenie kilku książek w jedno. Bo ja w ogóle kocham...

  • ...opasłe tomiszcza

Głównie ze względów estetycznych, cudne są. Byle nie były rozdmuchane na siłę niezadrukowanym papierem.

  • Anglojęzyczne paperbacki

Bo po pierwsze, mają przewidywalną wielkość, więc łatwo je upchać na półkach w sposób minimalizujący stratę wolnej przestrzeni, a po drugie - przeważnie są bardzo porządnie sklejone, klejem, który zachowuje elastyczność nawet po wielu latach. No i można je tanio kupić z drugiej ręki ;)

piątek, 10 czerwca 2016

Euro 2016 a moje spodziewane osiągnięcia czytelnicze :)

Trudno nie zauważyć, co się zaraz zacznie :) Będę oglądać. Jednocześnie spodziewam się, że to dobrze zrobi mojemu czytaniu. 

Zawsze lubiłam czytać podczas transmisji sportowych. W ten sposób omijam nudne kawałki, a te w piłce nożnej się zdarzają - podnoszę wzrok znad książki w momencie, kiedy komentator zaczyna wrzeszczeć :) Myślę, że nadrobię zaległości z ostatnich dni, kiedy byłam trochę zajęta i na czytanie... czas pewnie bym znalazła, ale, ze względu na charakter tej zajętości, z ochotą było gorzej.