Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ann Cleeves. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ann Cleeves. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2015

Książki, na które czekam 2

Niedawno pisałam o wrześniowych (i późnosierpniowych) zapowiedziach, na które czekam, uwzględniłam jednak tylko książki ukazujące się u nas. Dziś chciałabym rzucić okiem na kilka obiecujących wrześniowych anglojęzycznych propozycji. Zaznaczam, że przegląd jest całkowicie subiektywny.

Fear is a universal human experience, but do we really understand it? If we’re so terrified of monsters and serial killers, why do we flock to the theaters to see them? Why do people avoid thinking about death, but jump out of planes and swim with sharks? For Kerr, there was only one way to find out.
In this eye-opening, adventurous book, she takes us on a tour of the world’s scariest experiences: into an abandoned prison long after dark, hanging by a cord from the highest tower in the Western hemisphere, and deep into Japan’s mysterious “suicide forest.” She even goes on a ghost hunt with a group of paranormal adventurers. Along the way, Kerr shows us the surprising science from the newest studies of fear—what it means, how it works, and what it can do for us. Full of entertaining science and the thrills of a good ghost story, this book will make you think, laugh—and scream.
Brzmi nieźle! Strach - i fascynacja strachem - to tematy bardzo dla mnie interesujące. Ksiażkę zdecydowanie wciągam na listę rzeczy do obowiązkowego przeczytania, niezależnie od tego, czy ukaże się Polsce, czy nie. Premiera - 28.09.

A bracingly honest exploration of why there are still so few women in the hard sciences, mathematics, engineering, and computer science
In 2005, when Lawrence Summers, then president of Harvard, asked why so few women achieve tenured positions in the hard sciences, Eileen Pollack set out to find the answer. In the 1970s, Pollack had excelled as one of Yale’s first two women to earn a bachelor of science degree in physics. But, isolated, lacking in confidence, and starved for encouragement, she abandoned her lifelong dream of becoming a theoretical physicist. Years later, she thought back on her experiences and wondered what had changed in the intervening decades, and what challenges remained. Based on six years of interviewing dozens of teachers and students and reviewing studies on gender bias, The Only Woman in the Room is an illuminating exploration of the cultural, social, psychological, and institutional barriers confronting women in the STEM disciplines. Pollack brings to light the struggles that women in the sciences are often hesitant to admit and provides hope that changing attitudes and behaviors can bring more women into fields in which they remain, to this day, seriously underrepresented.
Ważny i ciekawy temat. Premiera - 15.09.

Magic and mayhem collide with the British elite in this whimsical and sparkling debut.
At his wit’s end, Zacharias Wythe, freed slave, eminently proficient magician, and Sorcerer Royal of the Unnatural Philosophers—one of the most respected organizations throughout all of Britain—ventures to the border of Fairyland to discover why England’s magical stocks are drying up.
But when his adventure brings him in contact with a most unusual comrade, a woman with immense power and an unfathomable gift, he sets on a path which will alter the nature of sorcery in all of Britain—and the world at large…
Opis pachnie nieco książkami Susanny Clarke, co jest dla mnie bardzo zachęcające. Premiera - już pierwszego września!

This case was different from anything Vera had ever worked before. Two bodies, connected but not lying together. And nothing made her feel as alive as murder.
Life seems perfect in Valley Farm, a quiet community in Northumberland. Then a shocking discovery shatters the silence. The owners of a big country house have employed a house-sitter, a young ecologist named Patrick, to look after the place while they're away. But Patrick is found dead by the side of the lane into the valley - a beautiful, lonely place to die. 
DI Vera Stanhope arrives on the scene, with her detectives Holly and Joe. When they look round the attic of the big house - where Patrick has a flat - she finds the body of a second man. All the two victims have in common is a fascination with moths - catching these beautiful, rare creatures. 
The three couples who live in the Valley Farm development have secrets too: Annie and Sam's daughter is due to be released from prison any day; Nigel watches, silently, every day, from his window. As Vera is drawn into the claustrophobic world of this increasingly strange community, she realizes that there may be deadly secrets trapped here... 
Nowa Vera zawsze cieszy, to jedna z moich ulubionych serii kryminalnych! Akurat w tym przypadku będę raczej czekać na polskie wydanie, jako że nie ja jedna w domu to czytam, ale i tak wiadomość warto odnotować. Premiera - 10.09.

Ewentualne zmiany daty publikacji to wina wydawców, nie moja, więc to do nich proszę udawać się z pretensjami ;)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Teraz czytam - pierwsze zdanie:

Joe przepychał się przez tłum.
Ann Cleeves - Ulica milczenia (drugi tom też przeczytałam, ale pierwszego zdania nie będzie, bo nie przyjmuję podziału do wiadomości)

Wyspa -
smuga suchej ziemi w bagiennym trzęsawisku,
przystanek wspólnoty w morzu samotności.
Sara Lidman - Bagienne maliny

Kolejna w tym miesiącu "Książka nieoczywista". Zdjęcie jest jakie jest, ale znajdźcie w sieci przyzwoitą wersję okładki starszej, nieco zapomnianej książki... Skoro więc musi być marne, to niech będzie moje marne.


W roku 1527 wieśniak Sanxi Daguerre wraz ze swoją żoną, małym synkiem Martinem i bratem Pierre'em opuścili rodzinny majątek na francuskim terytorium Kraju Basków i przenieśli się do oddalonej o trzy tygodnie marszu wioski w hrabstwie Foix.
Natalie Zemon Davis - Powrót Martina Guerre'a

Pozycja z sierpniowego planu minimum.


czwartek, 14 maja 2015

Małe ksiażkowe wkurzenia

To nie jest specjalnie oryginalny temat notki, co jakiś czas wyskakuje tu i ówdzie w książkowej blogosferze. Ale czy obiecywałam kiedyś oryginalność? Nie przypominam sobie ;)

Na razie o fizycznej formie książek. Na treść może przyjdzie czas (albo i nie).

Obwoluty

Tak, tutaj trochę idę pod prąd. Bo przecież wszyscy mówią, że obwoluty takie ładne i eleganckie... ale ja ich nie znoszę i kropka. Czytać z obwolutą niewygodnie, a jeżeli na ten czas ją zdejmę, to zwykle gdzieś mi się zapodzieje albo uszkodzi. Na dodatek podnosi cenę. U nas zresztą nie jest jeszcze najgorzej, ale sporo czytam po angielsku, a tam twarda oprawa (zresztą twardych okładek też nie kocham jakoś specjalnie, może ładniejsze, może trwalsze, ale cięższe, grubsze, książka w ręce gorzej leży...) bez obwoluty to rzadkość.

Przypisy z tyłu

Już mi się zdarzało czytać książki z dwiema zakładkami - na przykład takie "Szaleństwo w religiach świata" Jacka Sieradzana, 200 stron przypisów (no dobra, niech będzie, że to przykład skrajny, na dole strony w tym przypadku też byłoby je trudno zmieścić, ale jednak). Strasznie niewygodne. Zwłaszcza że tak naprawdę jedynie co dziesiąty czy dwudziesty przypis coś tak naprawdę wnosi, zwykle to tylko odsyłacz do źródła. 

Szantaż wyglądem grzbietów

Wiecie, o co chodzi: grzbiety serii ustawionej razem tworzą obrazek albo napis, względnie pojawia się numeracja (zaznaczam, że nie chodzi mi tu o numery kolejnych tomów powieści czy cyklu stanowiących treściową całość, ale o serię wydawniczą zawierającą niepowiązane pozycje, jak ostatnio zrobiło, skądinąd lubiane przeze mnie, wydawnictwo MAG ze swoją nową, dość obiecującą, choć nie do końca wpasowującą się w moje zainteresowania, przez co zamierzam kupować tylko wybrane tytuły, serią "Artefakty"). Efektowne, owszem, ale ma poważne wady. Nie dość, że próbuje się w ten sposób zmusić czytelnika do kupienia wszystkiego, to jeszcze utrudnia mu się ustawienie tych książek w inny, być może bardziej dla tej osoby wygodny sposób (np. alfabetycznie, ludzie mają różne systemy). Nawet przy moim bałaganiarstwie trochę mnie to boli.

Bardzo biały papier

Znów - teoretycznie ładny, ale przy świetle słonecznym strasznie daje po oczach, a ja lubię czytać w ogrodzie. Problem potęguje moja migrena - elementem aury jest u mnie nadwrażliwość na światło, więc niektóre książki w niektóre dni odpadają.

(Sztuczne) dzielenie na tomy

Ostatnio zapanowała moda, żeby co grubsze książki dzielić na tomy. Dopóki to rzeczywiście dotyczyło "co grubszych książek", mogłam sprawę jakoś (choć z niechęcią) przetrawić. Ale nowy tom serii Ann Cleeves o Verze? Zrobić z niego dwa chudzielce po dwieście stron (we wcale nie symbolicznej cenie, w czym chyba cały sekret)? Jak dla mnie - decyzja wyjątkowo zła i z punktu widzenia mojego portfela, i komfortu czytania (części ukazują się w kilkutygodniowym odstępie), i wygladu półki... I teraz problem: chętnie za takie numery pokazałabym wydawnictwu środkowy palec i kupiła angielski oryginał. Jednak serię tę lubię nie tylko ja, ale i moja mama, która po angielsku nie czyta. Zatem, prawdopodobnie, któraś z nas jednak zdecyduje się to nabyć.

Nadmuchiwanie objętości

Jeżeli książka ma 250 stron, niech ma te 250! Naprawdę nie przybędzie jej treści, jeżeli dużą czcionką, szerokimi marginesami i paroma innymi sztuczkami dodacie jej kolejne 100 (i proporcjonalnie podniesiecie cenę, o co zapewne chodzi).

Pomijam tu sprawy takie jak rozpadające się klejenie czy, wręcz przeciwnie, klejenie tak grube, sztywne i solidne, że trzeba włożyć spory wysiłek w samo utrzymanie książki otwartej (tak, "Krakenie", patrzę na ciebie), nawet jeżeli grzbiet jest złamany. To już nie kwestia upodobań, to błędy w sztuce.

Uff, chyba trochę zaszalałam ;)