Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o czym piszą inni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o czym piszą inni. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2015

Noc Grozy

U Alicji w Krainie Książek fajna jednonocna zabawa:

Polega ona na tym, że:
- wybieramy książkę z gatunku horror/thriller, której nie czytaliśmy
- o godzinie 20:00 dnia 31 października zaczynamy czytać wybraną przez nas książkę
- noc grozy kończy się o godzinie 5:00 dnia 1 listopada
Jak dla mnie - całkiem sympatyczny pomysł i zamierzam spróbować. Będę najprawdopodobniej czytać to:

niedziela, 27 września 2015

O urokach złej literatury

Zła literatura może dać wiele radości. Szczególnie, jeżeli ktoś przeczyta ją za nas ;)

Zacznijmy historycznie, od miedzywojennych "Wiadomości Literackich" - wycinki na interesujący nas temat zebrał Charlie Librarian.

Obecnie w kilku miejscach sieci możemy poczytać analizy takich rzeczy - tutaj zestawienie linków:

No i książki o złych książkach! Na razie zgromadziłam:


Oczywiście są jeszcze "Książki najgorsze" Barańczaka, których na razie nie mam (ale na pewno zdobyć muszę!). Są pojedyncze teksty w różnych zbiorach esejów czy felietonów, np. w "Młodszym ksiągowym" Dehnela.

I tu prośba: czy ktoś z Was kojarzy jeszcze jakieś książki na ten temat (po polsku lub angielsku)? Będę bardzo wdzięczna za podpowiedzi!

piątek, 4 września 2015

Linki związane z tym tematem - podobnie jak i z innymi sprawami społeczno-politycznymi - zwykle wrzucam tylko na Twittera, ale tu jest o książkach, więc linkuję na blogu:


Wyjątkowo pod tym wpisem zamykam komentarze.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Będę okrutna i przegrzeję Wam mózgi też od wewnątrz. Poczytajcie sobie bardzo fajnego bloga o teoriach spiskowych. Ze screenami co "ciekawszych" odkryć!

A prawdziwą notkę, mimo bycia lekko ugotowaną Procellą, bohatersko piszę i może wrzucę jutro.

piątek, 10 lipca 2015

TAG: Czytelnicze nawyki

OK, pewnie powinnam poczekać, aż ktoś mnie nominuje, ale mi się nie chce ;) I tak planowałam o tym notkę, więc równie dobrze mogę to zrobić w ten sposób, spodobały mi się pytania. Pomysł podpatrzyłam na Przeczytanych nad Kawą.

1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania? 

Mój pokój, w sezonie ogród, podczas gotowania i jedzenia - kuchnia. Jeżeli chodzi o jakiś specjalny kącik - planuję, ale muszę popracować nad oświetleniem.

2. Czy w trakcie czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru? 

Głównie przypadkowych świstków, a najczęściej po prostu kładę książkę grzbietem do góry. Jeżeli uda mi się znaleźć zakładkę, to zdarza mi się jej użyć. Mam też takie mini-zakładeczki samoprzylepne, z bardzo uroczymi kotkami i sówkami, ale zwykle o nich zapominam.

3. Czy możesz po prostu skończyć czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron? 

Mogę. Wolę skończyć rozdział, ale nie ciągnę na siłę do tego punktu, jeżeli jestem naprawdę zmęczona.

4. Czy pijesz lub jesz w trakcie czytania książek?

Owszem. A moze na odwrót: czytam przy posiłkach. Tak, zdarza mi się zapaskudzić książkę. Nie, wcale mnie to specjalnie nie martwi. Tak, na książki pożyczone z biblioteki czy od znajomych uważam znacznie bardziej.

5. Czy jesteś wielozadaniowy, czyli czy w trakcie czytania książki potrafisz oglądać telewizję lub słuchać muzyki?

Tak. Kiedy czytam w domu, zawsze słucham muzyki. Poza domem nie, nawet nie mam przenośnego odtwarzacza (a mój dość już stary telefon nie sprawdza się w tej roli), jakoś mnie do tego nie ciągnie. Lubię też czytać przy transmisjach sporowych w telewizji - skupiam się głównie na książce, a podnoszę głowę, kiedy słyszę, że coś ciekawego się dzieje.

6. Czytasz jedną książkę, czy kilka na raz, w tym samym czasie?

Kilka. Planowałam się w tym roku ograniczyć do trzech naraz (widzicie więc skalę problemu ;)), ale nie wyszło.

7. Czy książki musisz czytać w konkretnym miejscu, czy gdziekolwiek?

Gdziekolwiek. Zawsze staram się mieć książkę przy sobie, na wszelki wypadek.

8. Czytasz na głos, czy w myślach?

Yyyyy... a ktoś w ogóle czyta na głos, jeżeli nie czyta komuś (ani nie jest uczącym się dopiero czytać dzieckiem)? A jeżeli chodzi o czytanie w myślach w sensie "mówienia" sobie w myślach poszczególnych słów, to tego też nie robię.

9. Czy czytasz „na przód” (przewijasz strony, aby poznać zakończenia), albo czy pomijasz jakieś strony?

Zdarza mi się podskoczyć do przodu, żeby zobaczyć, co się wydarzy (zasadniczo jestem spoileroodporna, bardziej od tego, co się wydarzy, interesuje mnie jak do tego dojdzie i jak to jest opisane). Nie opuszczam fragmentów. Czasem, kiedy z jakiegoś powodu - czy zmęczenia, czy jakichś innych spraw zajmujących głowę - stracę koncentrację, zdarza mi się, że przemknę po jakimś fragmencie oczami, ale go nie zarejestruję.

10. Czy zaginasz grzbiet książki, czy wolisz zachować ją w dobrym, nienaruszonym stanie?

Zaginam, wtedy lepiej leży w ręce. Od tego często zaczynam czytanie. Stan książki nie ma dla mnie znaczenia, jeżeli jest w jednym kawałku i druk jest czytelny - wręcz lubię, kiedy ślady czytania są widoczne. Nie wyobrażam sobie rezygnacji z komfortu czytania na rzecz idealnego stanu grzbietu.

11. Czy piszesz w książkach?

Nie, ale bez żadnej podbudowy ideologicznej. Nie uważam tego za coś złego, po prostu nie potrzebuję i nie mam takiego zwyczaju.

nie byłam nominowana, więc nikogo nie nominuję. Jak ktoś chce, niech łapie ;)

wtorek, 30 czerwca 2015

czwartek, 14 maja 2015

Małe ksiażkowe wkurzenia

To nie jest specjalnie oryginalny temat notki, co jakiś czas wyskakuje tu i ówdzie w książkowej blogosferze. Ale czy obiecywałam kiedyś oryginalność? Nie przypominam sobie ;)

Na razie o fizycznej formie książek. Na treść może przyjdzie czas (albo i nie).

Obwoluty

Tak, tutaj trochę idę pod prąd. Bo przecież wszyscy mówią, że obwoluty takie ładne i eleganckie... ale ja ich nie znoszę i kropka. Czytać z obwolutą niewygodnie, a jeżeli na ten czas ją zdejmę, to zwykle gdzieś mi się zapodzieje albo uszkodzi. Na dodatek podnosi cenę. U nas zresztą nie jest jeszcze najgorzej, ale sporo czytam po angielsku, a tam twarda oprawa (zresztą twardych okładek też nie kocham jakoś specjalnie, może ładniejsze, może trwalsze, ale cięższe, grubsze, książka w ręce gorzej leży...) bez obwoluty to rzadkość.

Przypisy z tyłu

Już mi się zdarzało czytać książki z dwiema zakładkami - na przykład takie "Szaleństwo w religiach świata" Jacka Sieradzana, 200 stron przypisów (no dobra, niech będzie, że to przykład skrajny, na dole strony w tym przypadku też byłoby je trudno zmieścić, ale jednak). Strasznie niewygodne. Zwłaszcza że tak naprawdę jedynie co dziesiąty czy dwudziesty przypis coś tak naprawdę wnosi, zwykle to tylko odsyłacz do źródła. 

Szantaż wyglądem grzbietów

Wiecie, o co chodzi: grzbiety serii ustawionej razem tworzą obrazek albo napis, względnie pojawia się numeracja (zaznaczam, że nie chodzi mi tu o numery kolejnych tomów powieści czy cyklu stanowiących treściową całość, ale o serię wydawniczą zawierającą niepowiązane pozycje, jak ostatnio zrobiło, skądinąd lubiane przeze mnie, wydawnictwo MAG ze swoją nową, dość obiecującą, choć nie do końca wpasowującą się w moje zainteresowania, przez co zamierzam kupować tylko wybrane tytuły, serią "Artefakty"). Efektowne, owszem, ale ma poważne wady. Nie dość, że próbuje się w ten sposób zmusić czytelnika do kupienia wszystkiego, to jeszcze utrudnia mu się ustawienie tych książek w inny, być może bardziej dla tej osoby wygodny sposób (np. alfabetycznie, ludzie mają różne systemy). Nawet przy moim bałaganiarstwie trochę mnie to boli.

Bardzo biały papier

Znów - teoretycznie ładny, ale przy świetle słonecznym strasznie daje po oczach, a ja lubię czytać w ogrodzie. Problem potęguje moja migrena - elementem aury jest u mnie nadwrażliwość na światło, więc niektóre książki w niektóre dni odpadają.

(Sztuczne) dzielenie na tomy

Ostatnio zapanowała moda, żeby co grubsze książki dzielić na tomy. Dopóki to rzeczywiście dotyczyło "co grubszych książek", mogłam sprawę jakoś (choć z niechęcią) przetrawić. Ale nowy tom serii Ann Cleeves o Verze? Zrobić z niego dwa chudzielce po dwieście stron (we wcale nie symbolicznej cenie, w czym chyba cały sekret)? Jak dla mnie - decyzja wyjątkowo zła i z punktu widzenia mojego portfela, i komfortu czytania (części ukazują się w kilkutygodniowym odstępie), i wygladu półki... I teraz problem: chętnie za takie numery pokazałabym wydawnictwu środkowy palec i kupiła angielski oryginał. Jednak serię tę lubię nie tylko ja, ale i moja mama, która po angielsku nie czyta. Zatem, prawdopodobnie, któraś z nas jednak zdecyduje się to nabyć.

Nadmuchiwanie objętości

Jeżeli książka ma 250 stron, niech ma te 250! Naprawdę nie przybędzie jej treści, jeżeli dużą czcionką, szerokimi marginesami i paroma innymi sztuczkami dodacie jej kolejne 100 (i proporcjonalnie podniesiecie cenę, o co zapewne chodzi).

Pomijam tu sprawy takie jak rozpadające się klejenie czy, wręcz przeciwnie, klejenie tak grube, sztywne i solidne, że trzeba włożyć spory wysiłek w samo utrzymanie książki otwartej (tak, "Krakenie", patrzę na ciebie), nawet jeżeli grzbiet jest złamany. To już nie kwestia upodobań, to błędy w sztuce.

Uff, chyba trochę zaszalałam ;)